+
KSSERVICE

Czy lekarze obcokrajowcy rozwiążą problemy kadrowe służby zdrowia

Czy lekarze obcokrajowcy rozwiążą problemy kadrowe służby zdrowia
07/06/2019

Nie od dziś wiadomo, iż polską służbę zdrowia dotykają całkiem spore problemy kadrowe. Wynikają one w głównej mierze z faktu, iż polscy lekarze są cenieni za swą fachowość na całym świecie i sporo z nich wyemigrowało. By znaleźć jakieś rozwiązanie tej kwestii, rząd pracuje nad projektem przepisów, które ułatwią lekarzom spoza Unii podejmowanie pracy w naszym kraju.

Jaki pomysł w tym zakresie ma obecna ekipa rządząca?

Od dłuższego już czasu opracowywany jest projekt zmian w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Większość nowych pomysłów i rozwiązań pochodzi z prac specjalnej komisji złożonej z lekarzy rezydentów, a pracującej pod nadzorem urzędników Ministerstwa Zdrowia (MZ). Tym niemniej ta komisja „importu” lekarzy nie przewidywała, to autorski pomysł MZ.

Nowe przepisy miałyby umożliwić szpitalom zatrudnianie cudzoziemców spoza Unii Europejskiej (UE), posiadających tytuł specjalisty uzyskany za granicą i znających język polski.

Jeśli taka osoba otrzyma od polskiej placówki medycznej zaświadczenie, iż ta zamierza ją zatrudnić, będzie mogła wystąpić do właściwej Okręgowej Rady Lekarskiej (ORL) o przyznanie prawa wykonywania zawodu. Taki dokument będzie miał ważność przez określony czas (maksymalnie 5 lat) i będzie zezwalał na pracę tylko w placówce, która wydała zaświadczenie o chęci zatrudnienia.

Taki cudzoziemiec, nim faktycznie rozpocznie pracę, będzie musiał odbyć specjalne przeszkolenie pod nadzorem opiekuna, trwające nie dłużej niż 12 miesięcy. Jego program i długość określą właściwe ORL. Zdaniem urzędników, da to możliwość zatrudniania cudzoziemców lekarzy w trybie skróconym z jednoczesną merytoryczną kontrolą ze strony samorządu lekarskiego.

Ilu obecnie lekarzy nie będących Polakami pracuje w naszym kraju?

Zgodnie z danymi Naczelnej Izby Lekarskiej, prawo do wykonywania zawodu lekarza w Polsce posiada 1256 obcokrajowców, pochodzących z niemal setki państw. Najwięcej jest lekarzy z Ukrainy (379), Białorusi (180), Niemiec (77) oraz Rosji (50). Jednak, gdy zestawimy liczbę wszystkich lekarzy obcokrajowców pracujących Polsce z liczbą polskich lekarzy, którzy pracują za granicą okaże się, że dziesięciokrotnie więcej lekarzy wyjechało, niż przybyło do Polski. Zatem nie powinien nikogo dziwić fakt dużych problemów kadrowych.

Liczbę polskich lekarzy, którzy w wybranych latach wyemigrowali z Polski przedstawia poniższa tabela.

Rok Liczba lekarzy, którzy wystąpili o wydanie uprawnień do pracy za granicą
2005 1.711
2006 1.569
2009 487
2010 412
2011 363
2014 820
2015 836
2016 694

Jakie są obecnie obowiązujące przepisy w zakresie zatrudniania lekarzy cudzoziemców?

Zgodnie z dziś obowiązującym stanem prawnym, cudzoziemiec będący lekarzem, pochodzący spoza UE, zanim zacznie pracę w Polsce, musi:

  • nostryfikować swój dyplom
  • uzupełnić różnice w wykształceniu
  • zdać egzamin z języka polskiego (medycznego)

Największym problem są procedury nostryfikacji dyplomu przez uczelnie, gdyż przebiegają one bardzo różnie. Dlatego w projekcie zdecydowano się na ich ujednolicenie. Postępowanie nostryfikacyjne zostanie zastąpione testowym egzaminem w języku polskim, organizowanym przez Centrum Egzaminów Medycznych. Takie egzaminy miałyby się odbywać dwa razy do roku.

Czy pomysł ze sprowadzeniem lekarzy cudzoziemców jest zupełnie nową ideą?

Okazuje się, że niekoniecznie. Już bowiem Konstanty Radziwiłł, pełniąc funkcję Ministra Zdrowia w poprzednim rządzie, rozważał skorzystanie ze wzorców niemieckich, czyli przyznawanie ograniczonego prawa do wykonywania zawodu w wyznaczonym miejscu pracy. Taki lekarz miałby możliwość wykonywania określonych czynności w określonym miejscu.

Przykładowo, jeśli jest zapotrzebowanie na ortopedę w Lublinie, szpital mógłby zatrudnić odpowiedniego specjalistę z Ukrainy bądź Białorusi, nawet bez konieczności uzupełniania przez niego różnic w wykształceniu. Już w czasie pracy lekarz nadrabiałby te braki, mogąc później ubiegać się o pełne prawo wykonywania zawodu.

Jakie wątpliwości budzi pomysł urzędników ministerstwa?

Założenie jest takie, by pomóc placówkom służby zdrowia w zapełnianiu wakatów. Niestety pomysł ten już na etapie projektu, budzi wątpliwości środowiska medycznego. Członkowie zespołu, którzy opracowywali projekt uważają, że ta idea to taki dodatek urzędników, by odwrócić uwagę od meritum projektu zmian. Natomiast związkowcy widzą w tym przygotowywanie się rządu na strajk lekarzy.

Andrzej Matyja, pełniący funkcję Szefa Naczelnej Rady Lekarskiej, także jest przeciwny temu projektowi. Jego zdaniem nie można dopuścić do sytuacji, by w Polsce leczyli lekarze, nie mający takich kwalifikacji jak polscy medycy. Mogłoby to bowiem spowodować obniżenie jakości świadczeń medycznych oferowanych pacjentom. Nie podejmuje się on wzięcia odpowiedzialności za czynności związane z ratowaniem zdrowia i życia ludzi przez osobę, która nie ma takiego przygotowania jak polski lekarz. Spodziewa się też, iż pacjenci również wyrażą dezaprobatę wobec takich pomysłów.

Z kolei zdaniem innych specjalistów (ale już nie lekarzy) niechęć środowiska lekarskiego jest zrozumiała, gdyż obawiają się oni utraty uprzywilejowanej pozycji na rynku. Zapewne w jakiejś części jest to też prawda, tym niemniej są inne, istotne obawy.

Najwięcej lekarzy spoza UE przyjeżdża do naszego kraju zza naszej wschodniej granicy, głównie z Ukrainy. Niestety w kraju tym panuje dość duża korupcja i można mieć sporo wątpliwości co do rzeczywistego wykształcenia niektórych osób. Oczywiście trudno tu generalizować i jednoznacznie źle oceniać wszystkich medyków z Ukrainy, jednak trzeba mieć pewną rezerwę. Ponadto program studiów lekarskich na Wschodzie znacznie odbiega poziomem od polskich, mocno wyśrubowanych norm w tym zakresie.

A co o tym pomyśle sądzą menedżerowie placówek szpitalnych, czyli de facto przyszli pracodawcy dla lekarzy obcokrajowców?

Cóż, tak do końca nie wiadomo czy i na ile będą oni zainteresowani taką formą redukcji braków kadrowych. A to właśnie na nich spadnie duża odpowiedzialność z tym procesem związana. Pan Waldemar Malinowski, pełniący funkcję Prezesa Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych uważa, że sytuacja kadrowa jest już na tyle zła, iż pewnie takie rozwiązanie będzie wzięte pod uwagę. Tym niemniej menedżerowie będą bać się odpowiedzialności, gdyż to na nich spadnie obowiązek weryfikowania wykształcenia.

Menedżerowie będą musieli zaznajomić się z programem kształcenia oraz weryfikować program studiów za granicą, pod katem porównywalności z polskimi standardami. To dodatkowy i bardzo trudny wymóg. Ponadto menedżerowie placówek szpitalnych często nie posiadają wiedzy stricte medycznej. Być może rozwiązaniem byłaby konsultacja ze strony dyrektorów ds. medycznych, ale trudno się spodziewać chętnej współpracy z ich strony w tym zakresie.

Podsumowując, idea być może jest słuszna, gdyż pozwoliłaby chociaż w jakimś stopniu zapełnić braki personalne wśród kadry medycznej. Należy jednak poważnie zastanowić się głównie nad sposobem weryfikacji uprawnień i wiedzy lekarskiej, by nie wyrządzić krzywdy pacjentowi, bo to przecież jego zdrowie jest najważniejsze w całej tej sprawie.

Znajdź prace w Przychodnia Szczecin – Pramed.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Resort rozwoju opublikował niedawno wskazówki jak przedsiębiorstwa powinny podchodzić do tematu zabezpieczenia miejsc pracy w czasie epidemii. Niestety budzą one poważne wątpliwości w kontekście zgodności z RODO.

O jakich niezgodnościach i wątpliwościach względem RODO jest mowa?

Stosunkowo niedawno urzędnicy Ministerstwa Rozwoju opublikowali na swych stronach internetowych wskazówki postępowania dla zakładów przemysłowych w kontekście czasu epidemii. Mogą one jednakże prowadzić do przetwarzania danych o stanie zdrowia pracowników bez żadnej podstawy prawnej.

Tymczasem za takie działanie grozić mogą przedsiębiorcom całkiem poważne kary finansowe. Stosowanie się zatem wprost do wytycznych resoru rozwoju dla zakładów przemysłowych na czas epidemii może się zatem wiązać z ryzykiem naruszenia ochrony danych osobowych. Konkretnie zaś chodzi o możliwość mierzenia temperatury pracowników oraz gości w zakładzie pracy, a także o żądanie wypełnienia przez nich kwestionariuszy o stanie zdrowia.

Niestety potwierdzają się sugestie, iż takie wytyczne są mocno wątpliwe pod kątem prawnym. Jak twierdzi Adam Sanocki, rzecznik prasowy Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), wytyczne resortu rozwoju nie były konsultowane z UODO. Tymczasem w myśl art. 17 ustawy z dnia 2 marca 2020 roku o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. poz. 374, zwana dalej specustawa) to Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) jest uprawniony do oddziaływania na inne podmioty oraz dokonywania zmian w obowiązujących przepisach, jak i wskazywaniu właściwych rozwiązań dla pracodawców.

Problem jednakże jest w tym, iż GIS nie wydał w tym zakresie własnych wytycznych, ani nie podjął żadnych decyzji administracyjnych w tym temacie. Co ciekawe, na stronach GIS zawisła kopia wskazówek wydanych przez resort rozwoju, po czym po 2 dniach zniknęła.

Co o wytycznych resortu rozwoju sądzą obecnie eksperci prawni?

Otóż prawnicy nie mają wątpliwości, iż zastosowanie się do rządowych wskazówek jest dla przedsiębiorców dużym problemem, wręcz, mówiąc obrazowo, wejściem na minę. Przetwarzanie danych osobowych dotyczących zdrowia jest bowiem, na podstawie rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO), szczególnie chronione i jako takie wymaga odpowiedniej podstawy prawnej. Adam Sanocki mówi wprost, iż mierzenie temperatury i zbieranie kwestionariuszy przez pracodawcę będzie legalne jedynie wtedy, gdy będzie realizowane na podstawie przepisów prawa (czyli wytycznych GIS w tej sytuacji).

Zdaniem ekspertów, skoro takich wytycznych ze strony GIS nie ma, zatem obecnie stosowanie się do wskazówek urzędników Ministerstwa Rozwoju może spowodować, iż przedsiębiorcy grozić będą potężne kary finansowe, nawet do 20 mln euro lub 4% całkowitego rocznego obrotu przedsiębiorstwa z poprzedniego roku obrotowego. Zgodnie bowiem z RODO wymagane jest od administratorów danych, by mogli wykazać legalność swoich działań przed organem nadzorczym. Zresztą potwierdza to też Adam Sanocki, informując, iż „To administrator danych musi być w stanie wskazać podstawę, na jakiej przetwarza dane osobowe”.

Co zatem uczynić powinni przedsiębiorcy w obecnej sytuacji?

Zdaniem Anny Kobylańskiej, adwokat i wspólnika w kancelarii Kobylańska, Lewoszewski, Mednis, wskazówki resortu rozwoju są kolejnym przykładem na to, iż nawet w dobie sytuacji wyjątkowych, jakim niewątpliwie jest panujący w Polsce stan epidemii, przedsiębiorcy powinni upewnić się, że mają podstawę prawną do przetwarzania danych osobowych. Okazuje się bowiem, iż w zakresie tych obejmujących stan zdrowia, postawą nie mogą być wyłącznie wskazówki rządowe.

Zdaniem z kolei Michała Kluski, adwokata z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, ta sytuacja pokazuje aż nadto dobitnie, iż nie warto od razu ślepo wprowadzać wszystkich zaleceń organów rządowych. Przypomina jednocześnie, iż opublikowane wskazówki resortu rozwoju od samego początku wzbudzały wątpliwości ekspertów.

Adwokat Michał Kluska radzi przedsiębiorcom, by dostosowywali oni swoje działania w zakresie przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusa SARS-CoV-2, wywołującego chorobę COVID-19, do specyfiki branży, sektora, jak i też okoliczności jego funkcjonowania czy też faktycznych zagrożeń. Niewątpliwie też koniecznym jest przy tym kierowanie się zasadami ochrony danych osobowych, jak i przepisami prawa pracy.

Ponadto uczula on przedsiębiorców, by wdrażając nowe rozwiązania w zakresie przetwarzania danych osobowych zawsze mieli oni na uwadze nie tylko podstawę prawna do ich przetwarzania, ale też i sposoby zabezpieczenia tych danych, jak i okres ich przechowywania.

Podsumowując, wskazówki resortu rozwoju są ewidentnie przykładem na to, iż nie można bezrefleksyjnie wprowadzać rządowych wytycznych w życie. Zawsze należy tego typu wskazówki i sugestie odnosić też do innych przepisów prawa, by nie być narażonym na przykre konsekwencje finansowe w przyszłości. Swoją drogą szkoda, iż urzędnicy przed opublikowaniem takich danych nie pokusili się o zweryfikowanie ich prawidłowości w szerszym kontekście prawnym i gospodarczym. Okazuje się bowiem, iż lepiej poczekać z opublikowaniem pewnych wytycznych, niż później je poprawiać.

[Głosów:0    Średnia:0/5]