Wiele wskazuje na to, iż reforma działania Państwowej Inspekcji Pracy będzie wyglądała odmiennie od propozycji, które rozpatrywane były przez cały 2025 rok. Tutaj bowiem po wstrzymaniu rządowych prac nad ustawą o Państwowej Inspekcji Pracy przedsiębiorcy chcą przedstawić własny projekt nowych rozwiązań, proponując pomysł w postaci powrotu do pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych i pierwotnego brzmienia kamienia milowego KPO.
Co zatem powinniśmy wiedzieć o reformie działania Państwowej Inspekcji Pracy?
Generalnie wydawać by się mogło, iż losy kontrowersyjnej reformy działania Państwowej Inspekcji Pracy zostały niejako przesądzone jednym zdaniem szefa rządu, wypowiedzianym niedawno słowami; „Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą”. Wszystko jednakże wskazuje na to, iż prace nad uszczelnieniem systemu będą kontynuowane, choć w zdecydowanie zmienionej formule.
W powyższym aspekcie chodzi o projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, nad którym rząd pracuje od prawie roku, a który doczekał się już czterech wersji. W tym aspekcie czwarta wersja wypracowana była po Komitecie Stałym Rady Ministrów i nie opublikowano jej oficjalnie na stronie Rządowego Centrum Legislacji, a zamiast tego premier ogłosił koniec prac nad tym projektem.
Problem jednak nie zniknął, a gra toczy się tutaj o realizację kamienia milowego KPO w zakresie wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy. Chodzi też o to, aby nie płacić kar za jego niewdrożenie, gdzie mowa jest tutaj o gigantycznych pieniądzach, bowiem Polska ryzykuje utratę 2 mld euro z funduszy unijnych, a do tego dochodzi widmo kar finansowych za brak legislacji w tym aspekcie.
Tutaj również przedsiębiorcy są świadomi, iż presja ze strony organów unijnych nie zniknie, stąd też zamiast blokować zmiany przykładowo Federacja Przedsiębiorców Polskich postanowiła przejąć inicjatywę i zapowiedziała, że przedstawi rządowi własny projekt rozwiązań. Jego kluczowym założeniem jest tutaj powrót do pomysłu pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych, co wychodzi naprzeciw pierwotnemu brzmieniu unijnego kamienia milowego KPO. Ze strony przedsiębiorców płyną sygnały, iż jeśli rząd da temu zielone światło, to pracodawcy poprą ten pomysł.
Warto tutaj przypomnieć sobie, iż w ministerialnych wersjach projektu reformy działania Państwowej Inspekcji Pracy największe kontrowersje wzbudzały przede wszystkim przepisy, w myśl których inspektorzy pracy otrzymali uprawnienia do przekształcania w kontrolowanym przedsiębiorstwie umów cywilnoprawnych w umowy o pracę, gdy stwierdzą, że spełniają one wymogi określone dla stosunku pracy. Byłaby to zatem decyzja administracyjna urzędnika. W tym kontekście Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, podkreśla, że rząd prawdopodobnie sam zorientował się, iż kolejne poprawki nie naprawią fundamentalnych błędów tej procedowanej ustawy.
Warto również pamiętać, iż reforma działania Państwowej Inspekcji Pracy była wręcz sztandarowym projektem Lewicy, gdzie Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej, niewątpliwie nie zamierza w tym aspekcie wywiesić białej flagi. Cel reformy pozostanie zatem ten sam, a mianowicie stworzenie skutecznego narzędzia do walki z patologią, która trawi polski rynek pracy, czyli nadużywaniem umów cywilnoprawnych. W tym aspekcie Włodzimierz Czarzasty, marszałek Sejmu RP oraz poseł Lewicy, podkreśla, że niewątpliwie każdy ma prawo do własnego zdania, stąd też słów premiera o zaprzestaniu prac nad ustawą nie należy oceniać jako wyrzucenia projektu do kosza, ale jako otwarcia dyskusji nad ostatecznym kształtem reformy.
Jakie jeszcze aspekty są istotne w kontekście reformy działania Państwowej Inspekcji Pracy?
Generalnie w obliczu miliardów euro wiszących niejako na włosku, kompromis wydaje się nie tylko możliwy, ale również i konieczny. Pytanie zatem czy rząd zdecyduje się na wersję naprawczą, napisanie projektu ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy od nowa, czy też sięgnie po gotowca przygotowanego przez przedsiębiorców.
Generalnie decyzja premiera Donalda Tuska o wstrzymaniu prac nad ustawą, która miała nadać inspektorom pracy uprawnienia do nakazowej zmiany umów cywilnoprawnych w etaty, wywołała skrajne emocje w Radzie Dialogu Społecznego. Podczas bowiem gdy organizacje pracodawców nie kryją ulgi w tym aspekcie, to związki zawodowe biją na alarm, wskazując na ryzyko utraty unijnych funduszy i zakonserwowania rynkowych patologii na rodzimym rynku pracy.
W tym aspekcie przedstawiciele pracowników nie ukrywają swego dużego rozczarowania. Jak zauważa Paweł Śmigielski, dyrektor Wydziału Prawno-Interwencyjnego Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, niewątpliwie pracownicy czekają na zmiany, które pozwolą uporać się z patologią w zakresie nadużywania umów cywilnoprawnych na polskim rynku pracy już od ponad 30 lat. W ocenie związkowców bowiem wstrzymany projekt ustawy nie był wadliwy, a dokument był przedmiotem uzgodnień z partnerami społecznymi. Natomiast jego treść ewoluowała na skutek prowadzonych konsultacji. A jednocześnie należy pamiętać, iż brak reformy w tym zakresie grozi sankcjami, a w tym utratą środków z KPO. Tak naprawdę związkowcy nie widzą obecnie alternatywnego rozwiązania dla tego, co stało się przedmiotem politycznego weta.
Zgoła odmiennie sprawę postrzegają natomiast pracodawcy, gdzie Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, podkreśla, iż dobrze ocenić należy decyzję premiera w tym zakresie, bowiem projekt ustawy był źle przygotowany i jego wdrożenie mogło skończyć się potężnym chaosem.
By wyjść naprzeciw obecnym problemom organizacje pracodawców zamierzają przedstawić własny projekt ustawy, proponując tam powrót do pierwotnej wersji kamienia milowego, czyli pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych, a zatem rozwiązania, z którego rząd wycofał się wcześniej. Zdaniem bowiem Marka Kowalskiego należy uporządkować rynek pracy i ozusowanie umów zlecenia jest tutaj jedyną drogą. Wówczas bowiem osiągnąć można ten sam skutek, jaki miało przynieść wdrożenie obecnego projektu ustawy, z tą różnicą, że nie doprowadzi to do likwidacji zleceń.
Propozycja przedstawicieli Federacji Przedsiębiorców Polskich zawiera jednak istotne bezpieczniki, w postaci chociażby tego, iż mamy do czynienia z co najmniej rocznym vacatio legis oraz nowelizacją ustawy o zamówieniach publicznych, by przedsiębiorstwa realizujące kontrakty nie utraciły płynności przez nagły wzrost kosztów pracy.
Niewątpliwie obecna problematyczna sytuacja jest efektem wielomiesięcznych poszukiwań sposobu na realizację unijnych zobowiązań. Tutaj bowiem pierwotne plany rządu Mateusza Morawieckiego zakładały objęcie wszystkich umów cywilnoprawnych obowiązkowym ZUS-em i ta koncepcja upadła pod naporem krytyki, wskazującej na koszty rzędu 5-7,0 mld zł, które obciążyłyby pracodawców i zleceniobiorców. W tym aspekcie Maciej Berek, minister odpowiedzialny za proces legislacyjny, potwierdzał wcześniej wycofanie się z tego kierunku ze względu na zbyt duże obciążenia finansowe. Odpowiedzią na to był procedowany w roku ubiegłym projekt ustawy, zawierający koncepcję odmienną, a mianowicie zamiast powszechnego ozusowania mieliśmy mieć do czynienia z drastycznym wzmocnieniem możliwości działania Państwowej Inspekcji Pracy. Obecnie natomiast, gdy ten projekt został zablokowany, sytuacja wraca niejako do punktu wyjścia.
Jakie są zatem możliwe dalsze scenariusze zmian w zakresie reformy rynku pracy?
Otóż przedstawiciele Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej generalnie stawiają sprawę jasno, twierdząc, że z kamienia milowego nie można się wycofać. A jednocześnie przedstawiciele tego resortu milczą w kwestii ewentualnej modyfikacji zobowiązań, choć przedsiębiorcy zauważają, że na taki krok zdecydowało się ostatnio kilka krajów członkowskich Unii Europejskiej.
Poza tym nie bez znaczenia jest również kontekst unijnej dyrektywy platformowej, gdzie Robert Lisicki, dyrektor departamentu rynku pracy w Konfederacji Lewiatan, podkreśla, że dyskusja o uprawnieniach inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy i tak powróci przy okazji implementacji unijnej dyrektywy platformowej. Tutaj niewątpliwie wiele zależy od decyzji rządu w jaki sposób chce on te przepisy implementować, a już dyskusje na poziomie unijnym, jak i krajowe w ramach autonomicznego dialogu partnerów społecznych, pokazały jak trudna i złożona materia jest przedmiotem regulacji tejże dyrektywy.
Tutaj bowiem należy mieć na uwadze, iż celem unijnej dyrektywy jest chociażby ułatwienie określania prawidłowego statusu zatrudnienia osób wykonujących pracę za pośrednictwem platform internetowych. Projektowane rozwiązania muszą uwzględniać wytyczne wynikające z dyrektywy, ale powinny one też być zgodne z prawem krajowym lub praktykami stosowanymi w państwach członkowskich. O ile bowiem dyrektywa ta ma ułatwić ustalanie istnienia stosunku pracy w ramach domniemania jego istnienia, o tyle nie wymaga, aby decyzja w tym zakresie musiała być podejmowana przez organ.
Tym samym, jak dostrzega Robert Lisicki, w świetle unijnej dyrektywy organ może wszczynać postępowanie w sprawie weryfikacji statusu zatrudnienia danej osoby, ale też kierować następnie sprawę do sądu, celem rozstrzygnięcia. Co ważne, w ostatecznym tekście dyrektywy unijny ustawodawca wykreślił kwestię nadawania ewentualnym decyzjom organów rygoru natychmiastowej wykonalności.
Generalnie, pomimo politycznego weta i wstrzymania prac nad nowymi przepisami, Państwowa Inspekcja Pracy również nie składa broni, gdzie Marcin Stanecki, główny inspektor pracy, interpretuje powyższą sytuację jako zyskanie czasu na dopracowanie przepisów, deklarując pełną gotowość do wyjaśnienia zastrzeżeń przedstawicielom biznesu. Jego zdaniem bowiem, z perspektywy uczciwie działających pracodawców zmiany byłyby korzystne, bowiem wprowadzałyby nowe zasady typowania do kontroli, by inspektorzy odwiedzali tylko miejsca o największym prawdopodobieństwie nadużyć.
Zdaniem przedstawicieli Państwowej Inspekcji Pracy niewątpliwie konieczność wdrożenia kamienia milowego KPO jest okazją do walki z rynkową patologią, bowiem nie może być tak, że w cywilizowanym europejskim kraju jest grupa zatrudnionych, pracujących dzień i noc, bez prawa do odpoczynku, urlopu czy też ochrony zdrowia, jedynie po to, aby maksymalizować zyski przedsiębiorców. To niewątpliwie wymaga zmiany.
Generalnie zatem najbliższe tygodnie pokażą nam, czy rząd całkowicie zarzuci prace nad reformą, czy też wróci do poprzednich koncepcji, bądź też podejmie próbę reanimacji projektu o działaniu Państwowej Inspekcji Pracy.
Podsumowując, reforma działania Państwowej Inspekcji Pracy została niejako zawieszona, choć niewątpliwie nie jest definitywnie przekreślona. W tym aspekcie bowiem procedowany w roku ubiegłym projekt nowej ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy został wstrzymany i nie wiadomo, czy będziemy mieć do czynienia z jego kontynuacją, czy też z powstaniem nowego, odmiennego projektu rozwiązań prawnych. Póki co zatem pozostaje nam czekać, by w najbliższych tygodniach móc przekonać się w jakim kierunku podążą zmiany w powyższym aspekcie.

