Wzrost liczby zwolnień grupowych - KS Service
+
KSSERVICE

Wzrost liczby zwolnień grupowych

Wzrost liczby zwolnień grupowych
19/01/2021

Wzrost liczby zwolnień grupowych

W minionym roku 2020 mieliśmy do czynienia z większą liczbą pracowników zwolnionych w ramach procedury zwolnień grupowych. Porównując rok do roku bilans redukcji w tej postaci zwiększył się o 5,7 tys. osób, co stanowiło wzrost o 23%. Prognozy mówią też, iż dopiero w II kwartale 2021 roku będzie można mówić o spadku liczby zwalnianych osób.

Jak zatem przedstawiała się sytuacja ze zwolnieniami w roku 2020?

Generalnie, jak zauważa Wojciech Okupski, wicedyrektor filii szczecińskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy (WUP) w Koszalinie, analizując sytuację dotyczącą województwa zachodniopomorskiego, w 2020 roku zwolnień pracowników było dwa razy więcej, niż w roku 2019. Pomimo bowiem kolejnych edycji tarcz antykryzysowych i pomocy państwa z tym związanej, wiele przedsiębiorstw nie poradziło sobie z lockdownem i kryzysem, wywołanym panującą epidemią.

Natomiast największy skok liczby zwalnianych pracowników w liczbach bezwzględnych dotyczy województw wielkopolskiego i podkarpackiego, gdzie zwolniono o niemalże 2 tys. osób więcej, niż w roku poprzednim. Konkretnie dane te przedstawiają się następująco w poszczególnych województwach w odniesieniu do liczby przeprowadzonych zwolnień pracowników w oparciu o procedurę zwolnień grupowych:

Województwo Liczba zwolnień w 2019 roku Liczba zwolnień w 2020 roku Różnica
Małopolskie 7.840 5.988 -1.852
Mazowieckie 5.533 5.544 +11
Wielkopolskie 1.695 3.662 +1.967
Dolnośląskie 2.116 2.952 +836
Śląskie 1.448 2.800 +1.352
Podkarpackie 735 2.746 +2.011
Łódzkie 886 1.368 +482
Pomorskie 778 1.035 +257
Kujawsko-Pomorskie 614 928 +314
Zachodniopomorskie 482 88 +306
Warmińsko-Mazurskie 1.377 702 -675
Opolskie 170 506 +336
Lubuskie 349 406 +57
Podlaskie 137 393 +256
Świętokrzyskie 75 338 +263
Lubelskie 384 169 -215

Z powyższych danych wynika, iż dane w poszczególnych regionach mogą się różnić, natomiast tendencja wzrostowa jest widoczna. Przykład województwa Podkarpackiego pokazuje, jak epidemia wpłynęła na gospodarkę, i to zarówno pod względem liczby zgłoszeń, jak i przeprowadzonych zwolnień – dla tego regionu jest to najgorszy okres od roku 2009, czyli ówczesnego kryzysu gospodarczego.

Zgodnie z wypowiedziami Piotra Kocaja z wydziału informacji statystycznej i analiz rzeszowskiego WUP, wpływ na taką sytuację w tym regionie miały między innymi:

  • ograniczenia w przemieszczaniu się osób
  • spadek zamówień zakładów produkujących części do samolotów i komponentów dla zagranicznego przemysłu lotniczego i motoryzacyjnego

To spowodowało, iż w regionie Podkarpacia mieliśmy do czynienia ze zmniejszeniem zatrudnienia w tych regionach, jednocześnie jeszcze w tym roku spodziewać się należy podobnej liczby zwolnień, nawiązując swą skalą do lat 2008/2009.

Czy zatem rzeczywiście skala zwolnień pracowników jest duża i kryzys bardzo poważny?

Otóż z innej strony patrząc można też zauważyć, iż przy długotrwałym i mocno uciążliwym zawieszeniu działalności gospodarczej i pierwszej od dawna poważnej recesji w gospodarce, zwolnieniami grupowymi objęto tak naprawdę stosunkowo małą część spośród wszystkich pracujących. To z kolei sugeruje, iż rynek pracy wciąż ma się lepiej, aniżeli można było oczekiwać. Na potwierdzenie takiego stanu nie sposób nie zauważyć, iż są w Polsce województwa, których zwolnienia grupowe zbytnio nie dotknęły.

W tym kontekście mamy przykład województwa mazowieckiego, gdzie w procedurze zwolnień grupowych zwolniono raptem 11 osób więcej, niż miało to miejsce w roku 2019. Jak zauważa Tomasz Sieradz, dyrektor WUP w Warszawie, w województwie mazowieckim w roku 2020 najwięcej zwolnień grupowych dotyczyło bankowości, co było spowodowane nie tyle epidemią i kryzysem, co przyspieszeniem planów restrukturyzacyjnych powiązanych z cyfryzacją usług bankowych. Generalnie skala zwolnień na Mazowszu okazała się być znacznie niższa niż można było oczekiwać w chwili wybuchu epidemii.

Okazało się jednak, iż pracodawcy nie podejmowali pochopnych decyzji i nie zwalniali pracowników, tym bardziej, iż jeszcze na początku roku mieliśmy do czynienia z rynkiem pracownika i znalezienie odpowiedniego specjalisty przysparzało znacznych kłopotów. Poza tym prawdopodobnie pieniądze pochodzące z tarcz antykryzysowych też przyczyniły się do tego, iż skala zwolnień nie była dramatycznie wysoka. Generalnie pracodawcy woleli zmieniać warunki pracy i wynagrodzenia, co potwierdza fakt, iż tego typu zgłoszenia stanowiły na Mazowszu ponad 40% ogólnej liczby planowanych zwolnień grupowych.

A jak sytuacja ze zwolnieniami grupowymi wygląda w innych regionach?

Generalnie w innych województwach sytuacja wygląda podobnie. Jak zauważa Andrzej Kubisiak wicedyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) i ekspert ds. rynku pracy, globalnie duża liczba planowanych zwolnień grupowych i następnie niewcielanie ich później w życie stanowi o tym, iż pomocne okazały się rozwiązania z tarcz antykryzysowych. Poza tym na drodze do gwałtownych zmian i procesów redukcji stanęły związki zawodowe i długie procedury wewnętrzne, będąc skutecznym hamulcem do prowadzenie akcji zwolnień. W tym kontekście widzimy też, iż w 3 województwach liczba zwolnień grupowych w roku 2020 była niższa niż w roku 2019 (mowa tutaj o województwach: lubelskim, warmińsko-mazurskim i małopolskim). To efekt połączenia pomocy z tarcz antykryzysowych ogólnopolskich z regionalnymi programami wsparcia.

Z danych na temat skali zwolnień grupowych można też wysnuć wnioski na temat zachowania i stanu dużego biznesu. Mianowicie bowiem przedsiębiorstwa zatrudniające co najmniej 20 osób są zmuszone stosować procedurę zwolnień grupowych. Jak zauważa Andrzej Kubisiak, wielce prawdopodobne jest, iż skala zwolnień grupowych w roku 2020 byłaby podobna nawet bez problemów spowodowanych przez epidemię COVID-19. Jeszcze bowiem przed jej nadejściem można było usłyszeć głosy o prognozowanym wyhamowaniu gospodarczym, a duża część przedsiębiorstw zapowiadała przeprowadzeniu procesów restrukturyzacyjnych.

I obecnie widoczna skala zwolnień potwierdza to, iż generalnie duże przedsiębiorstwa poradziły sobie z kryzysem relatywnie lepiej, aniżeli mniejsi gracze. Wpływ na to ma zapewne to, iż mniej odczuwają oni wahania koniunktury i mają większe zasoby gotówki. Nie bez znaczenia jest też to, iż największym pracodawcą w Polsce jest branża przemysłowa, która generalnie ma się całkiem dobrze na tle innych sektorów. Tutaj bowiem ważną rolę odgrywa popyt zewnętrzny i eksport. Tym samym rzec można, iż generalnie sytuacja dużych przedsiębiorstw przemysłowych i walczących o przetrwanie małych przedsiębiorstw w zamkniętych branżach usługowych, to dwa różne światy.

Czego zatem oczekiwać można w kwestii zwolnień w roku obecnym?

Zasadniczo rok 2021, głównie za sprawą rozpoczętej akcji szczepień, na ten moment jest pewną niewiadomą, choć eksperci prognozują, iż druga połowa roku odbywać się będzie pod znakiem odbudowy gospodarki polskiej. Jak dostrzega Andrzej Kubisiak, nie należy oczekiwać już tak dużego szoku, z jakim mieliśmy do czynienia w okresie marca i kwietnia 2020 roku (czyli od wybuchu epidemii wirusa SARS-CoV-2 wywołującego chorobę COVID-19). Wpływ na to ma choćby fakt, iż obecne restrykcje nie są tak masowe i dotyczą określonych części gospodarki.

Nietrudno też wywnioskować, iż najtrudniejszy będzie I kwartał obecnego roku, natomiast później, wraz z łagodzeniem obostrzeń sytuacja powinna powracać do normalności. Rynek pracy natomiast będzie zapewne potrzebował nieco więcej czasu niż PKB, na co wpływ mają też niewątpliwie niekorzystne zmiany trendów demograficznych. Tutaj eksperci prognozują, iż powrót trendów z rynku pracy sprzed epidemii może mieć miejsce w roku 2022.

Podsumowując, rok 2020, pomimo wzrostu skali zwolnień pracowników realizowanych w procedurze zwolnień grupowych, okazuje się i tak stosunkowo mało dokuczliwy w porównaniu z prognozami z początku epidemii. Generalnie też nie sposób nie dostrzec, iż sytuacja podmiotów dużych wcale nie jest najgorsza, a to właśnie one zmuszone są do stosowania tej procedury. Natomiast oczekiwania co do roku obecnego są takie, iż jeszcze I kwartał da się w tym zakresie we znaki wszystkim uczestnikom życia gospodarczego, a już później powinno być lepiej. Odbicie gospodarki i wejście na ścieżkę wzrostu gospodarczego spodziewane jest w drugiej połowie obecnego roku. Z kolei rynek pracy do stanu sprzed epidemii będzie powracał nieco dłużej, gdyż dopiero rok 2022 powinien być tutaj przełomowy.